sobota, 22 października 2011

032 - Daniel H. Wilson - Robokalipsa

Tytuł: "Robokalipsa"
Autor: Daniel H. Wilson
Wydawnictwo: Znak Liternova
Ilość stron: 405
Tłumaczenie: Rafał Śmietana


"Robokalipsę" postanowiłem przeczytać, po tym jak w sieci pojawiła się informacja, że Steven Spielberg zamierza stworzyć film na podstawie tej książki. Uwielbiam wszystkie filmy tego reżysera, więc chciałem się dowiedzieć, co skłoniło tak znakomitego i znanego filmowca do zrealizowania jego kolejnego dzieła kinematografii.

Warto jednak zacząć od krótkiej informacji o autorze, co tutaj ma nie lada znaczenie. Daniel H. Wilson jest doktorantem w Instytucie Robotyki na Uniwersytecie Carnegie Mellon, gdzie uzyskał już tytuł magistra w dziedzinie robotyki i eksploracji danych. Pracował także m.in. w Microsoft Research. Tak więc ta książka napisana została przez eksperta w tej dziedzinie, z naukowego punktu widzenia. 
Nie należy się jednak tym zrażać, bo Daniel Wilson to profesjonalista, a jego powieść zrozumieją nawet typowi humaniści. Nie rzuca skomplikowanymi hasłami często, choć czasami i takie znajdziemy. Wszystko opisuje bardzo dokładnie i precyzyjnie, a rozdziały o odczuciach robotów i ich pracy to chyba najlepsza strona, jaką Daniel Wilson zaprezentował w tej pozycji. 

Nie jest to typowa powieść science-fiction, choć akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości. "Robokalipsa" opowiada o robotach, które zbuntowały się swoim właścicielom, ludziom i zaczęły z nimi walczyć. Opowiada o grupie ludzi, którzy stawili opór inwazji maszyn i robią wszystko, aby ich gatunek przetrwał. 

Książka ta to zbiór wątków z różnych stron świata. Śledzimy losy naukowca z Tokio, żołnierza z Afganistanu, a nawet zwykłej rodziny, która jedzie do dziadków. Takich historii jest wiele, a pod koniec książki wszystkie się ze sobą łączą lub krzyżują, wydarzenia z jednej wynikają z faktów drugiej. Nie wprowadza to zamętu, ale logiczną całość, która spójnie tworzy przepiękną historią o Nowej Wojnie. 

Dodatkową atrakcją jest wstęp przed każdym rozdziałem - cytat jednego z bohaterów wątku, a także krótki komenatrz Cormaca Walleca, który jest jakby głównym narratorem tej powieści. 
Może wydać się to wam lekko skomplikowane, ale jestem przekonany, że gdy pochwycicie "Robokalipsę" nie zawiedziecie się, a tylko będziecie czekać na kolejne wydarzenia.

Daniel H. Wilson stworzył dzieło o naszej przyszłości, która w ukryty, niedosłowny sposób pokazuje zachowanie ludzi, ich prawdziwe "ja". Myślę, że każdy uważny czytelnik znajdzie własną interpretację "Robokalipsy", swoją naukę. Bo książka bawiąc, śmiesząc czy wciągając, powinna uczyć. A "Robokalipsa" to nie koniec świata - raczej początek postrzegania robotów i maszyn z zupełnie innej strony.

8/10

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo wydawnictwu Znak Liternova ;)
PS: Chciałbym poznać wasze zdanie w anonimowej ankiecie, którą znajdziecie z prawej strony, na górze. Proszę o głosy, wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne. ;)
I cały czas zapraszam do przeczytania "wywiadu za kartkami", a także obejrzyjcie jakie są nowości i zapowiedzi...

środa, 5 października 2011

029 - Dennis Lehane - Mila księżycowego światła

Tytuł: "Mila Księżycowego Światła"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 276
Tłumaczenie: Teresa Komłosz


Nie po raz pierwszy spotykam się z twórczością pana Lehane. Wcześniej czytałem jego "Wyspę Skazańców", później zekranizowaną przez Martina Scorsese. Jednak "Mila Księżycowego światła", mimo wielu podobieństw  jest zupełnie inna, aniżeli "Wyspa...".

Przede wszystkim jest to luźna kontynuacja przygód Patricka Kenziego z książki "Gdzie jesteś, Amando?", zresztą również zekranizowaną. Tym razem nasz prywatny detektyw próbuje rozwiązać zagadkę zniknięcia Amandy, bohaterki z części poprzedniej. Jej zniknięciu towarzyszy dziwna sprawa, w którą zamieszali się nawet Rosjanie, na czele z rosyjskim miliarderem. Czy Patrick Kenzie postąpi względnie moralnie, czy do końca wykona powierzone mu zadanie? Gdy prawdy moralne krzyżują się z pracą...

to czas na zastanowienie się. Dennis Lehane zadaje nam to pytanie: czy zdać się na serce czy rozum? Jaka jest odpowiedź, dowiecie się czytając "Milę księżycowego światła". Amerykanin wielokrotnie próbuje pouczać swojego bohatera, potępiać jego błędy, ale każdemu z nas zostawia pole do interpretacji ostatecznych zdarzeń.
Pewnie wielu z was taka swoboda, dowolność jest na rękę, gdy samemu można dopowiedzieć fakty, zastanowić się nad wydarzeniami, ale ja jednak wolę, gdy wszystko jest czarne na białym. Końcówka trochę mnie rozczarowała, zresztą tak samo jak we wspomnianej wyżej "Wyspie skazańców". Obie książki mają nagłe, niespodziewane zakończenie, nie dla wszystkich jasne. 

Na pewno mocną stroną tej historii są dialogi. Pan Lehane doskonale włada piórem, rozmowy jego bohaterów są płynne, nieszablonowe, kwestie się nie powtarzają, a nad każda można chwilę porozmyślać. To jego mocna strona, czego sam autor jest świadomy. Pierwsza część książki, gdy Patrick przesłuchuje świadków, jest zbiorem dialogów z małymi przerwami na opisy miejsc. W drugiej części mamy więcej zdarzeń, w którym Patrick nie gra już znaczącej roli.

Przyznam szczerze, że nie czytałem "Gdzie jesteś, Amando?", ale w ogóle mnie przeszkadzało mi to w zrozumieniu jej kontynuacji. Co więcej, jestem przekonany, że poprzedniczkę też przeczytam, a także obejrzę film. Czy "Mila..." sprawdziłaby się jako ekranizacja? Raczej nie, co związane jest z małą ilością akcji, a wieloma odnośnikami, rozmowami i niedopowiedzeniami. Ten kryminał jest inny, a jednocześnie podobny do wszystkich z tego gatunku. I to charakteryzuje twórczość pana Lehane. Z szablonowej, banalnej fabuły tworzy oryginalną, ciekawą historię, którą czytelnik śledzi z zapartym tchem.

7/10

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo portalowi nakanapie.pl ;-)

PS: Niestety nie ma mnie od jutra, ale wracam w niedzielę. Gdzie się wybieram? Do Londynu, pozwiedzać. Nie pytajcie dlaczego będę zwiedzał Londyn w czasie roku szkolnego. Sam tego do końca nie jestem świadomy ;) Ale nie martwcie się. Już w poniedziałek opublikuję recenzję "pomiędzy" Tary Hudson. Powiem tyle: uwielbiam ją ;D