czwartek, 2 lutego 2012

053 - Kaui Hart Hemmings - Spadkobiercy

Tytuł: "Spadkobiercy"
Autor: Kaui Hart Hemmings
Wydawnictwo: Znak liternova
Ilość stron:350
Tłumaczenie: Hanna de Broekere


Długo zastanawiałem się jak mogę zacząć tę recenzję. W końcu ta książka to nie jest kolejna, przeciętna pozycja, jaką przyszło mi czytać. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jedna z lepszych lektur, z jaką mogłem się zapoznać. Spotkanie to nie należało do przyjemnych. "Spadkobiercy" zaatakowali mnie szyderstwem, ciętym humorem, nosząc elementy nieszczęśliwej miłości i refleksji na temat życia i śmierci.

Pewnie was tylko odtrąciło od tej lektury. Ale to godna polecenia pozycja. Specyficznym językiem pierwszoosobowa narracja pokazuje nam życie bogacza, którego majątek nie cieszy - pragnie miłości, zrozumienia, porządnych dzieci i dobrego życia. A wszystkie te plany stają pod znakiem zapytania, gdy żona o specyficznym usposobieniu ulega wypadkowi. Trafia do szpitala, gdzie przy życiu utrzymują ją śpiączka i szereg urządzeń medycznych. Jej mąż, Matt King, stoi przed trudnym wyzwaniem - wychowania córek, młodszej Scottie i starszej Alex, które ni jak nie chcą się przyporządkować. Do tego dochodzi kwestia Sida, niby-chłopaka Alex, bez którego dziewczyna nie może się obejść. Jakby tego było mało, wszystko komplikuje sprawa, którą Mattowi daną będzie poznać jako ostatniemu...

"Spadkobiercy" traktują o życiu... Ale nie tym pięknym, udawanym, gdzie miłość wszystko zrozumie. To szorstka, prawdziwa opowieść o pogodzeniu się z losem, zrozumieniu sytuacji i odnajdywaniu siebie samego. Uczy, bawi, przenosząc walory edukacyjne, jak i refleksyjne. Nie brak tu trochę erotyki, ale znaleźć możemy także parę pytań o współczesność. Autorka dosadnie, wykorzystując bogaty ród z Hawajów, obrazuje nam życie rodziny w XXI wieku. Rodziny zagubionej, nie znającej siebie do końca, zatroskanej i niepewnej. I to wszystko mogłoby nieźle dołować, gdyby nie ten element pocieszenia, pogodzenia się z sytuacją i stawienia jej czoła. Nie ma tu miejsca na słabości - los daje w kość, o czym autorka chce nam powiedzieć. Jednak na przykładzie Matta i jego rodziny widać, że wszędzie czai się zalążek dobra. Trzeba jedynie go odnaleźć...

Język ironiczny, czytelnik z łatwością wychwytuje autoironię oraz bezpośredniość. Hemmings nie owija w bawełnę - rzuca prosto z mostu garść piasku w oczu, za który później dziękujemy. Bo te dosadne stwierdzenia pozwalają nam zrozumieć błędy i przekonać się, że mimo przeszkód, da się żyć i być szczęśliwym.
"Spadkobierców" polecam każdemu. To opowieść uniwersalna, pełna emocji i wzruszeń. Jestem pewien, że niejednemu łza z oka kapnie. Bo warto czytać takie przejmujące historie. W końcu nie każda odnosi się do ludzkiego, przepraszam... naszego życia. A ta owszem...

10/10

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo wydawnictwu Znak Liternova ;)

PS: Na deser zwiastun ekranizacji książki "Spadkobiercy" pod tym samym tytułem. Muszę go obejrzeć!!!