środa, 28 marca 2012

063 - Wisława Szymborska - Tutaj/Here

Tytuł: "Tutaj/Here"
Autor: Wisława Szymborska
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 75
Z przekładem: Clare Cavanagh


Choć w chwili śmierci Wisławy Szymborskiej nie znałem zbyt wielu jej wierszy, to poczułem, że świat stracił osobę niepowtarzalną, nieszablonową, wybitną pod względem spostrzegawczości, bystrości umysłu i władania piórem. Nie pomyliłem się, bo czytając jej wiersze z tomiku "Tutaj/Here" można dać się oczarować i zakochać w poezji.

19 wierszy po polsku po lewej i z angielskim tłumaczeniem po prawej. 19 przemyśleń "pierwszej damy polskiej poezji". 19 rozważań nad ludzkimi sprawami. 19 arcydzieł na miarę światową, toteż tym bardziej cieszy niezrównane tłumaczenie Clare Cavanagh. W tomiku znajdziemy wiersze luźne, groteskowe jak "Nieczytanie" czy "Otwornice", a zarazem traktujące o problemach nowoczesności i ludzi, którym przyszło żyć w tych czasach. Szczególnie upodobałem sobie lirykę z "Myśli nawiedzających mnie na ruchliwych ulicach", "Mikrokosmosu" oraz "Elli w niebie", choć oczywiście jest to kwestia gustu, a zapewniam, że każdy znajdzie w tej książeczce coś dla siebie. 

Grzechem byłoby nie wspomnieć o koncercie, który odbył się 27 stycznia 2009 roku w krakowskiej Operze. Wtedy to deklamacji autorki "Tutaj/Here" towarzyszył Tomasz Stańko - wybitny polski trębacz jazzowy. Szymborska śmiała się, że wiadomo, iż ludzie zebrali się tu dla posłuchania brzmień trąbki, a ona będzie koncertowi tylko brutalnie przerywać. Cały zapis z tego niecodziennego koncertu został dołączony do tomiku, toteż interpretacje Szymborskiej jeszcze bardziej pomagają we własnym przeżyciu jej wierszy.

Nie wiedziałem, że mogę rozpisać się na temat tak krótkiej książki, jaką jest "Tutaj/Here". Wydawnictwo Znak zrobiło czytelnikom nie lada niespodziankę, wydając po raz kolejny ten tomik. Zbiegło się to niestety w czasie ze śmiercią wybitnej poetki, toteż to wydanie ma charakter jeszcze bardziej wymowny. W każdym razie polecam tę pozycję każdemu, nie ważne, czy poezję lubisz, czy masz jej dosyć. Zapewniam cię, że wiersze Szymborskiej są adresowane do każdego z nas i każdy może je inaczej interpretować. Dlatego tak wielką poetką była pani Wisława...

9/10

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo wydawnictwu Znak. ;-D
PS: Jenny z bloga oczami-jenny zorganizowała u siebie ankietę "Chcesz by jedną z nagród w konkursie urodzinowym było..." Serdecznie proszę w jej imieniu o głosy!

czwartek, 15 marca 2012

061 - Colin Clark - Mój tydzień z Marylin

Tytuł: "Mój Tydzień z Marylin"
Autor: Colin Clark
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 187
Tłumaczenie: Matylda Biernacka



O książce dowiedziałem się przy okazji powstania filmu "Mój tydzień z Marylin". Wtedy to usłyszałem, jakoby został nakręcony na podstawie dziennika-powieści autorstwa Colina Clarka o tym samym tytule. Kolejne moje zdziwienie to mała objętość pozycji oraz fakt, że wszystko tam opisane jest prawdziwe i kiedyś naprawdę miało miejsce.
"A to ciekawe..." - pomyślałem, po czym nadarzyła się okazja, aby lekturę przeczytać i napisać o niej własną opinię. Więc czemu nie skorzystać?

Rwałbym sobie dzisiaj włosy, gdybym wtedy nie zgodził się na jej przeczytanie. Bo pomysł, akcja i sam opis "bogini kina (i nie tylko)" sprawia, że mam ochotę zagłębić się w tę tematykę. 
Otóż Marylin Monroe kręci swój kolejny film "Książę i aktoreczka", który miał tym razem lepiej pokazać jej walory aktorskie. Jednak wszystko sprzeciwia się realizacji produkcji - Monroe jest właśnie na miesiącu miodowym z mężem, gdy ten nagle wyjeżdża, w związku z czym dziewczyna zaczyna brać mnóstwo proszków. Poznaje także Colina Clarka, trzeciego asystenta reżysera, czyli chłopca "przynieś-odnieś". Jego nazwisko staje się gorące na planie, gdy sama Marylin Monroe chce spędzać z nim czas, opowiadać o swoich problemach i szukać w nim wsparcia.

Narracja zastosowana w tej pozycji idealnie nadaje jej klimat osobistego dziennika, zapisków dnia codziennego na planie, wydarzeń, które przez niecodzienny zbieg okoliczności sprawiają, że z mało znaczącego asystenta Clark staje się pierwszoplanowym bohaterem opowieści o problemach wielkiej gwiazdy. Gwiazdy, która choć świeciła jasnym światłem na niebie show-biznesu, to, jak każdy człowiek, borykała się z problemami. I o tym jest "Mój tydzień z Marylin". 

Jedynym mankamentem tej książeczki jest jej chudość - jedyne 180 stron całkiem zapełnionych beztroską zabawą znanej aktorki, rozmyślań młodego asystenta i problemów z akceptacją nowego środowiska, siebie, jako tej walczącej, niezależnej i przede wszystkim zmagającej się z własnymi słabościami. Jest to powieść z "duszą", mimo ubogiej gamy uczuć i braku wytchnienia pomiędzy konkretnymi wydarzeniami.

Dlatego polecam "Mój tydzień z Marylin" przed obejrzeniem filmu. Polecam ją każdemu, kto nie żył w erze Monroe, kto poznał ją 20 lat później ze zdjęć w książkach biograficznych. Polecam ją każdemu, kto chce przeżyć przygodę z książką - dobrze się bawić i pomyśleć o Marylin jak o człowieku, a nie bogini seksu. I uważam, że ten dziennik Colina Clarka nie miał obnażyć pewnych faktów o aktorce, ujawnić brudy z jej życia "od kulis", ale pokazać, że nawet ona, słynna Marylin Monroe pozostała człowiekiem...

8/10
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję bardzo wydawnictwu Znak. ;-D