sobota, 12 maja 2012

075 - Mitchell Zuckoff - Uwięzieni w Raju

Tytuł: "Uwięzieni w Raju"
Autor: Mitchell Zuckoff
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumaczenie: Anna Maziarska
Ilość stron: 310
    



Jak tylko dowiedziałem się, że w naszym rodzimym kraju pojawiła się taka propozycja literacka, nie wahałem się ani chwili. Natychmiast zacząłem czytać lekturę, która powstała piórem laureata nagrody Pulitzera. Doceniając jego ciężki wysiłek, szybko skończyłem całą książkę, jeszcze długo wchłaniając treści tam przeczytane.

Cała historia opowiada przygodę rozbitków, których samolot spadł w niedostępną dolinę w nieznanym rejonie Nowej Gwinei. Ich lot miał być tylko wycieczką, skończył się katastrofą... Ci, co przeżyli muszą teraz zmierzyć się z tubylcami, własnymi lękami i przezwyciężyć ludzką naturę. Inaczej zginą...

 I może "Uwięzieni w Raju" nie spełniają w 100 % tego, na co liczyłem i czego się spodziewałem. (Tutaj, uwaga, bo rzucę spoilerem) Wprawdzie faktycznie rozbili się w przepięknej, acz niedostępnej dolinie, to po pierwsze: ocalała ich tylko trójka, a po drugie: kanibale z hasła na okładce okazali się dobrodusznymi tubylcami. I to tyle jeśli chodzi o minusy, bo mimo, że krew nie leje się strumieniami, a tubylcy nie zjadają mózgów rozbitków na kolację, dzieje się naprawdę sporo.

Na pierwszy rzut oka jeszcze narracja mocno ogranicza możliwości materiału. Autor wprowadza nas w ten świat w stylu dokumentalnym, przytaczając zapiski pasażerów feralnego lotu, dodając podstawowe informację o rozbitkach oraz wtajemnicza nas w działania militarne wojsk na Pacyfiku. I gdy zechcecie porzucić książkę w kąt, to zastanówcie się dwa razy. Taka narracja wcale nie przeszkadza rozwojowi sytuacji. Mitchell Zuckoff znalazł sposób, aby takim stylem zainteresować czytelników, pragnących akcji, zdarzeń i emocji. Nie znalazłem w tej powieści momentu nudnego, ale nie gwarantuję, że i was nie zanudzi. Leczenie ran w obozie, zrzucanie żywności do obozu, chowanie zmarłych... to cała akcja, której oczywiście towarzyszy wszechobecny humor.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że cała historia wydarzyła się naprawdę, a materiały autor zbierał przez parę lat. Rezultat jego pracy już można podziwiać... Polecam każdemu, kogo interesują sekrety wojny. Mnie lektura ta porwała - na Nową Gwineę wybrałem się na trzy dni - grałem w karty z rozbitkami, śmiałem się z tubylców i obserwowałem starania wojska. Nic dodać nic ująć. Po prostu fascynujące...

9/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki ;)

8 komentarzy:

  1. Chyba nie chciałabym czytać tej książki w lecącym samolocie...

    OdpowiedzUsuń
  2. ooooo zapowiada się świetnie :D Bardzo lubię tego typu książki więc się pewnie skuszę! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Marcepanową!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Narobiłeś mi niezłej ochoty, i ja także zgadzam się z Marcepankową :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaję się godną uwagi pozycją. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć! Zostałeś przez mnie oTAGowany :) Tak, wiem, że to lubisz ^^

    OdpowiedzUsuń

Książki bez opinii czytelników byłyby niczym...