czwartek, 14 czerwca 2012

081 - Susan Beth Pfeffer - Życie, które znaliśmy

Tytuł: "Życie, które znaliśmy"
Autor: Susan Beth Pfeffer
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 340
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz


Co by było, gdyby pewnego dnia wielka asteroida uderzyła w Księżyc i przybliżyła go w kierunku Ziemi niczym wielka bila? Z takim problemem musi poradzić sobie Miranda i cała jej rodzina. I wydaje się, że jedynym tego skutkiem będą jeszcze bardziej romantyczne noce. Ano, to nie jest do końca prawda. Powstają wielkie fale tsunami, zaczynają wybuchać wulkany, dni stają się coraz zimniejsze… istna lawina katastrof, a to wszystko uderza w ludzi, którzy muszą zacząć przyzwyczajać się do życia bez komputera, radia, elektryczności, a nawet biorącej wody…

Książka Susan Beth Pfeffer to jedyna w swoim rodzaju opowieść o nieszczęściu i szczęściu w jednym. Mimo, że Miranda, jej matka i dwójka braci musi zacząć radzić sobie bez codziennych dogodności, to nie zostali bezpośrednio narażeni na tsunami czy lawę z aktywnego wulkanu. Autorka umieściła swoich bohaterów w przeciętnym miasteczku na środku kontynentu, mających przetrwać wśród skutków naturalnych katastrof, mając za jedynego przewodnika… księżyc. To nie jest opowieść w stylu Hollywood, gdzie bohaterowie uciekają samolotem z zapadającego się miasta, czy ratują się na statku, w kierunku którego zbliża się olbrzymia fala. Oni jednakże stawiają czoła problemom mniej spektakularnym, jak brak edukacji, choroba, niedostatek żywności.

To sprawia, że „Życie, które znaliśmy” to książka godna polecenia, wybijająca się ze schematu, zrywająca z szablonem. Cykl „Ocaleni” to z pewnością wielkie dzieło – część pierwsza może rozbudzać apetyty przed następnymi częściami. Dawno nie czytałem książki z tak wielkim zaangażowaniem. Dawno nie czytałem o sprawach tak bliskich, a jednocześnie tak ważnych. Brakowało mi lektury, która mną poruszy, wstrząśnie i dostarczy tyle emocji. Nie zawaham się stwierdzić, że to jedna z lepszych powieści roku. Mając tak mało do dyspozycji, co wydaje się z pozoru żmudne i nudne, autorka robi spektakl, historię wciągającą. Aż chce się współczuć bohaterom.

A jednocześnie nie można zapomnieć, że takie sytuacje miały już miejsce. Wielokrotnie naszą planetę nawiedzały katastrofy naturalne, a ludzie musieli zmagać się z brakiem jedzenia, prądu, odcięci od świata. Autorka przypomina, że ten problem wciąż jest obecny. Z jednej strony należy takim ludziom współczuć i w razie potrzeby pomagać, a z drugiej musimy cieszyć się z dogodności, które mamy.

„Życie, które znaliśmy” opowiedziane jest z perspektywy Mirandy, a raczej jej osobistego pamiętnika. Dzień po dniu opisuje swoje przeżycia, wrażenia i przemyślenia. Taka narracja jeszcze bardziej nadaje tej powieści realizmu, wiarygodności, do tego ułatwiając i uprzyjemniając czytanie.

Susan Beth Pffefer postarała się o powieść realną, a jednocześnie wstrząsającą i wzruszającą w swoim odbiorze. Zwłaszcza to drugie uczucie może towarzyszyć co bardziej wrażliwemu czytelnikowi. „Życie…” to doskonała historia na każdą porę dnia i roku. Lektura obowiązkowa niezależnie od wieku czy płci. W swej prostocie przemawia do czytelnika, nie zanudzając go, a wciąż dostarczając nowych wrażeń i przemyśleń.
Lepiej zacznijcie już zbierać zapasy do własnej spiżarni…


10/10

Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo wydawnictwu Jaguar ;-)


8 komentarzy:

  1. Po takiej książce chyba rzeczywiście zaczęłabym gromadzić zapasy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam i po twojej recenzji nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z ogromną chęcią przeczytam. Twoja recenzja mnie bardzo zachęciła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę mnie zainteresowałeś. Przeczytałabym z chęcią. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka ciekawa, ale na razie wolę myśleć, że tej wielkiej katastrofy nie będzie w 2012 roku:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ho ho, kolejna interesująca książka ;)

    OdpowiedzUsuń

Książki bez opinii czytelników byłyby niczym...