sobota, 2 marca 2013

097 - Yann Martel - Życie Pi

Tytuł: "Życie Pi"
Autor: Yann Martel
Wydawnictwo:  Albatros
Ilość stron: 399
Data premiery: 2013-01-09
Numer wydania: I
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Tłumaczenie: Magdalena Słysz


Aż wstyd się przyznać, że o książce Yanna Martela dowiedziałem się dopiero przy okazji kinowej premiery ekranizacji Anga Lee. "Życie Pi" na Wielkim Ekranie przypadło mi do gustu i od razu zabrałem się za czytanie pierwowzoru. Pochłonął mnie do reszty i zabrał w świat fantastyczny, magiczny, a jednocześnie niezwykle dramatyczny świat wykreowany przez mistrza pióra i kanadyjskiego filozofa.

Moim błędem jednak była lektura książki po obejrzeniu filmu. Znając wszystkie wydarzenia czytało się to z mniejszym zaciekawieniem i zaangażowaniem. Prawda jest taka, że ekranizacja Anga Lee jest wierna swojemu oryginałowi. Przedstawia niemal wszystkie wątki, pomijając jednak niektóre poboczne. Wracając jednak do pierwowzoru Yanna Martela, bo o nim mowa, to opowieść magiczna, której tytuł światowego bestsellera nie dziwi.
Choć wstęp jest długi, to autor daje nam okazję zaprzyjaźnić się z głównym bohaterem, Piscinem, który językiem trochę naiwnym, trochę dziecinnym opisuje otaczający go świat, Indie, a przede wszystkim przeżycia wewnętrzne. Jego historię poznajemy od lat młodości, gdy uczy się radzić z wyśmiewaniem wśród rówieśników, jak i w trudnym poznawaniu wiary i religijności. Piscine nie może odnaleźć się w świecie, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością, a kultura napiera inną kulturę. Chłopak żyje, opiekując się zwierzętami w zoo jego rodziców. Gdy pewnego dnia muszą wyprowadzić się do odległej Kanady, Pi nie spodziewa się, że rejs po Pacyfiku będzie największą przygodą, jaką dane mu było przeżyć...
Niestety statek w tajemnicznych okolicznościach tonie, a chłopak trafia na szalupę ratunkową wraz z zebrą, orangutanem, hieną i... tygrysem. Tak zaczyna się ponad 200-dniowa walka o przetrwanie, która hartuje ducha młodego Hindusa, a strach przed krwiożerczym dzikim kotem pozwala mu przetrwać na względnie spokojnym oceanie...

Z pozoru wydaje się to być pozycja wyśniona, irracjonalna, a przede wszystkim nudna. Myśli tak jedynie ten, komu jeszcze nie dane było przeczytać dzieła Yanna Martela. Autor udowadnia, że potrafi zaciekawić czytelnika nawet akcją samotniczego dryfowania hinduskiego chłopca po największym oceanie. Poprzez wiele szczegółów, realistyczne przemyślenia chłopaka pokazuje niemal dramatyczne przeżycia. Towarzyszymy mu w chwilach kryzysu czy względnego spokoju, a nawet radości. Niekiedy autor potrafi w sposób drastyczny przedstawić swoje wizje, a co za tym idzie przeżycia głównego bohatera. To paradoks, że w baśni, niemal fantastycznej, wyśnionej jak ze snu, pojawiają sie elementy brutalności i przemocy. Potęguje to wrażenie sprzeczności. Kulminacją jest już moment w szpitalu, gdy uratowany chłopak opisuje drugą wersję tych samych wydarzeń. Wtedy włącza się w czytelniku logiczne myślenie i próbuje sobie wszystko uporządkować. To nie takie proste, a główne przesłanie do tej pory pozostaje dla mnie zagadkowe.

"Życie Pi" to książka, którą tak długo szukałem. Potrzebowałem relaksu, chwilę odpoczynku z lekturą przyjemną, wymagającą zaangażowania czytelnika, ale jednocześnie napisaną klarownym, przejrzystym językiem. Główny bohatera, jako narrator tej historii, opowiada nam ze wszystkimi detalami swoje przeżycia, jak i reakcje otoczenia, na jego samotną wędrówkę. Autor nie szczędzi emocji głównego bohatera u garściami karze nam czerpać z otwartej przed nami duszy Piscine'a. Warto zauważyć, że pod płaszczyzną prostej historii o przetrwaniu, ukrywa się drugie, głębsze przesłanie, którego warto wysłuchać. A przede wszystkim spróbować poznać je samemu, gdyż nie jest podane wprost.

Wbrew pozorom "Życie Pi" czerpie z filozofii, a Yann Martel jako jeden z nielicznych stworzył baśniową opowieść połączoną z moralnymi rozważaniami, stawiając po drodze liczne pytania. Czytelnik sam musi poszukać odpowiedzi we własnej świadomości, autor, o dziwo, niczego nie sugeruje. Tu tkwi prawdziwa magia tej powieści - autor wymaga zaangażowania czytelnika, jego pełnego udziału w tworzeniu tej historii. Bo w końcu od nas zależy, którą wersję wybierzemy...

17 komentarzy:

  1. Człowieku, kogo jak kogo, ale Ciebie nie spodziewałam się już tutaj ujrzeć. Po takiej przerwie... Niemniej witaj z powrotem! :)

    Jeśli chodzi o "Życie Pi" to również nie wiedziałam o tej książce, dopóki nie poszłam do kina na film, który na marginesie jest fantastyczny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy dotąd nie rozważałam przeczytanie tej książki , lecz teraz z chęcią po nią sięgnę.
    Witam po wielu miesiącach nieobecności!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tylko zobaczyłam zapowiedzi filmu wiedziałam, że muszę na niego iść. Jednak gdy dowiedziałam się, że Albatros wyda książkę z TAK PIĘKNĄ OKŁADKĄ zażyczyłam jej sobie na prezent urodzinowy. Przeczytałam, zakochałam się bez pamięci i poszłam na ekranizacje.
    Książka była oczywiście lepsza, bo w filmie nie było wszystkich emocji, ale i tu i tu płakałam przy pożegnaniu Richarda Parkera.

    OdpowiedzUsuń
  4. No, no, no... Kogo my tu widzimy :D. Długo cię nie było. Od września? :D

    Recenzja ciekawa, nie powiem. Bardzo zachęcająca. Ale i tak po książkę nie sięgnę. Nie w najbliższym czasie. Ostatnio potrzebuję czegoś totalnie wciągającego w zabójczo szybkim tempie, a nic takiego nie mogę chwilowo znaleźć ;_____;.

    Ale że o książce dowiedziałeś się dopiero w kinie!? Nie ładnie, Matt, oj nie ładnie ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Postanowiłam, że najpierw przeczytam - później obejrzę. Jest jednak problem, bo po szale na film, książki nie można dostać w bibliotece :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Oo, a jeszcze dzisiaj wchodziłam na Twojego bloga i było mi smutno, że tak dawno nie pisałeś, a teraz wchodzę i takie zdziwienie! Dobrze, ze wróciłeś. I to z taką dobrą recenzją :)
    A co do książki, mam ją na półeczce i tylko czeka na przeczytanie :) Ale już mam na nią ogromną ochotę, słyszałam, że jest na prawdę magiczna, a po Twojej recenzji jedynie utwierdziłam się w tym przekonaniu :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja czytałem lata temu i jakos do mnie nie trafiła ta pozycja/

    OdpowiedzUsuń
  8. Witamy ponownie :D
    Nie oglądałam filmu, książki też nie czytałam. Po Twojej recenzji stwierdzam, że muszę to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zawiodłam się i na książce i na filmie niestety :/

    Witamy z powrotem :D

    OdpowiedzUsuń
  10. NIeeeeeeeeeeeeeee ja się wzbraniam rękami, nogami, głową wszystkim ;) Film wydaje mi się bardzo przereklamowany a do książki wcale i w ogóle mnie nie ciągnie!

    Ale Ciebie witam ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafiłam tu przypadkiem, serio. Nie mam swojego konta, ale szukałam informacji o pewnej książce i pojawiłeś się Matt'cie komentując książkę "Córka Żywiołu".A propo, przeczytałeś?
    A jeśli chodzi o "Życie Pi"...
    Nie potrafię wyrobić sobie zdania co do tej książki, niby mnie interesuje i jej klimaty mi odpowiadają. Alee ... Ty sam nie potrafisz mnie zachęcić. :p . Wynika to za pewne z tego, że widziałeś najpierw film, a to ogranicza. : D. nie potrafisz już tak mnie zainteresować. nie podważam Twoich zdolności, jednak musiałbyś się bardziej postarać, żeby przekonać taką bestię jak ja. Jednak postaram się przeczytać, żeby móc Ci powiedzieć, że 'książka była genialna i żałuj, że poszedłeś na film'. Ja nie zaszczyciłam obecnością kina, więc mam wolne pole do popisu wyobraźnią. . :D :o
    Pozdrawiam,
    Kuska

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki Kuska za szczerą opinię : D niestety nie czytałem córki żywiołów, nawet nie pamiętam w jakim kontekście skomentowałem tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. W taki razie, obieram sobie za cel przekonać Cię do przeczytania tej książki. Jest faktycznie dobra, pokusiłam się nawet o powiększenie o nią mojej biblioteki.:))
    Jakoś tak.. stało się, ze założyłam swojego bloga. Jest marny, bo ma zaledwie ... 2 h? Wpadnij jak chcesz i sprawdź, czy ja przekonam Cb. :d :p
    http://krzywelustro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Książkę czytałam, kiedy film był dopiero w planach. Pamiętam, że jeszcze długo po jej odłożeniu, zastanawiałam się, która wersja wydarzeń była prawdziwa - tygrys w szalupie, czy alternatywna opowieść. To pytanie do teraz pozostało dla mnie bez odpowiedzi. Ekranizacji jeszcze nie oglądałam, ale na pewno to nadrobię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej na razie nie sięgnę po książkę, wszak film jest jej wierny. Jak go trochę zapomnę, wtedy jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie oglądałam filmu, właśnie ze względu na chęć przeczytania książki. Na pewno niedługo po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. "Życia Pi" jeszcze nie oglądałam, ale teraz myślę, że lepiej abym najpierw przeczytała książkę, skoro ekranizacja jest jej bardzo wierna :D Jak uda mi się gdzieś znaleźć książkę na pewno przeczytam :D

    http://recenzentka-carrie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Książki bez opinii czytelników byłyby niczym...